You Can Dance - spełnienie marzeń? Autor: Bogusława Szczepanik-Zasada
Programy telewizyjne typu You Can Dance w powszechnej
opinii są świetną reklamą tańca, a Ci którzy je tworzą
przyczyniają się do jego rozwoju. Za nami już kilka edycji tego
rozrywkowego show, który niewątpliwie w pewien sposób popularyzuje
taniec. Zewsząd słyszę, że jest to bardzo korzystne dla ruchu
tanecznego, a dla wielu tancerzy to po prostu spełnienie marzeń.
Czy tak jest rzeczywiście? Moim zdaniem nie.
Ten
program czyni wiele zamieszania. Stwarzając iluzje dotyczące
kariery, daje chwilową popularność, która paradoksalnie często
niszczy karierę tancerza. Uczestnicy są bowiem wykorzystywani do
tworzenia show, najczęściej kosztem „wywlekania” ich prywatnych
spraw. Prawdziwym celem jest jednak zwiększenie oglądalności
programu, a co za tym idzie sukces finansowy stacji. Wszystkich
młodych ludzi zachęca się do wzięcia udziału w castingach, a
przed kamerami pokazuje się przede wszystkim tych, których występy
doczekały się najbardziej „interesujących” komentarzy jury.
To
nie jest program promujący taniec, czy tancerzy. Zyskuje na nim
głównie telewizja (smsy, reklamy) oraz jury i prowadzący, którym
daje to olbrzymią popularność, co przekłada się na ich „wartość
rynkową”. Nic więc dziwnego, że gwiazdy zabiegają o to, aby w
takiej roli wystąpić. Skład zresztą jest tak dobierany, aby było
„ciekawie”. Jurorzy również mają za zadnie robić show. Wiedzą o tym i nie przebierają w środkach, aby wywiązać się ze swego
zadania. Wszystkie chwyty dozwolone. Repertuar tu jest dość bogaty:
złośliwe niewybredne uwagi, kłótnie na wizji (musi iskrzyć),
śmiech, płacz, ekstrawaganckie fryzury itp. Prowadząca dodatkowo
podkręca atmosferę wyciągając sprawy osobiste, prowokując do
zwierzeń na wizji itp. Telewizja dba o to, aby nie zabrakło widzów
przed telewizorami, a potem tłumów na castingach. Każda kolejna
edycja zapowiadana jest jako najciekawsza, najlepsza, najbardziej
ekscytująca.
Widzom
przedstawia się tancerzy tak, jak by byli samoukami, deprecjonując
zawód nauczyciela tańca. Celowo nie mówi się o klubach (rzadko
wspomina osiągnięciach i zdobytych przez nich mistrzowskich
tytułach), pomija się ich wykształcenie taneczne (wielu z nich
ukończyło szkoły baletowe i występuje w zawodowych grupach
tanecznych czy teatrach). Ponadto mami się ludzi, że każdy może
spróbować i osiągnąć sukces. Wieloletni, żmudny trening
tancerza jest mało ciekawy, a poza tym mogło by to zniechęcić
potencjalnych „naturszczyków” którzy są bardzo wdzięcznym
materiałem na show, szczególnie w eliminacjach. Zdecydowanie
bardziej medialne jest ciężkie prywatne życie (fajnie mieć jakąś
ciekawą historię rodzinną, najlepiej smutną). Do każdej edycji
kwalifikuje się oczywiście również młodych i zdolnych, lecz przeważnie jednokierunkowych tancerzy (zgodnie z wymogami show). Jury
po każdej prezentacji nie omieszkuje przypomnieć nam jaką
wspaniałą choreografię właśnie oglądaliśmy (chociaż czasami
serwuje nam niezłe „gnioty”). Zajęcia prowadzą zawsze
„najlepsi nauczyciele”, a efekty ich pracy oczywiście są
„niesamowite”. Dzięki temu dobry tancerz nagle stają się
genialny. Cóż... Niedługo następna edycja, ale wcześniej można
zorganizować kilkanaście warsztatów z „cudownymi”
choreografami YCD. Jakoś trzeba nakręcać koniunkturę. A jaka w
tym wszystkim rola tancerzy? Myślę, że większości wypadków
zdają sobie sprawę, że zostali wybrani nie tylko ze względu na
umiejętności taneczne. Ich kariera w programie w dużym stopniu
zależy od ich medialności, od tego jak ich pokaże telewizja, na
ile potrafią „się sprzedać”. Niewątpliwie zyskują mniejszą
lub większą popularność. Rozumiem mechanizmy i zdaję sobie sprawę, że Ci młodzi ludzie chcą wykorzystać swoją szansę. To
ich 5 minut. Jednak co daje taka popularność? Teoretycznie powinna
ułatwiać spełnienie swoich marzeń, czyli umożliwiać występy w
różnego typu projektach tanecznych, pokazach spektaklach itp.
.Kariera tancerza jest bardzo krótka. Trzeba więc doskonalić swój
warsztat i tańczyć. Wydawałoby się, że tancerze biorący udział
w programie świetnie to rozumieją. Kiedy proszą o głosy telewidzów wszyscy mówią, jak bardzo chcą się rozwijać, uczyć
nowych technik, doskonalić swój warsztat. Lecz kiedy program się
kończy okazuje się, że motywacja gdzieś się ulatnia. Nawet tym,
którzy wygrali już tak bardzo nie spieszy się do BDC. Jak
stwierdził jeden z jurorów, tancerze chcą po programie odpocząć,
odreagować stres i napięcie. To tyko część prawdy. Myślę, że
wielu uczestników zdaje sobie sprawę z ulotności tej „sławy”
i chce uszczknąć też coś z tego tortu. W praktyce kończy się to
na występach… Różnych lecz rzadko niestety w charakterze
tancerza.
Najbardziej
niepokoi jednak, że nastąpiło kompletne pomieszanie pojęć:
tancerz, trener, instruktor, nauczyciel, choreograf. Używa się ich
zamiennie. W jednej edycji jest się tancerzem, a w następnej już
„rewelacyjnym” choreografem. Normą staje się, że od razu po
zakończeniu programu zostaje się nauczycielem, biznesmenem i
autorytetem. Kolejna „złota 16” zakłada własne szkoły,
prowadzi warsztaty, zasiada w jury. Jak Polska długa i szeroka płyną
zaproszenia na turnieje i festiwale, gdzie główną atrakcją jest
występ finalisty YOU CAN DANCE np. w charakterze jurora...
rozdającego buziaki (patrz Białe Błota). Osobiście miałam okazję
brać udział w festiwalu, gdzie w jury zasiadło dwóch finalistów
YCD.
Jeden
był z Danii, choć wyglądał na Azjatę. Publiczność przywitała
go wielkimi brawami (należały mu się bo dzięki niemu festiwal
zyskał rangę międzynarodowych spotkań ;) Być może miał nawet
jakieś polskie korzenie, bo na omówieniu jury z przekonaniem kiwał
głową... Zaproszeni instruktorzy dowiedzieli się, że ich
tancerze zostali nagrodzeni, bo „mieli to coś” i że ocena w
jednej kategorii jazzu, modernu i hip-hopu nie stanowiła żadnego
problemu.
Najpopularniejszym
sposobem spożytkowania popularności jest zrobienie tak zwanej
„objazdówki”, czyli poprowadzenie warsztatów w krótkim czasie
w kilku miejscach. Są one przeznaczone dla wszystkich: małych,
dużych, początkujących i zaawansowanych (najlepiej wszystkich w
jednej grupie). Pojawiła się do tego odpowiednia nazwa: open.
Nastąpił „wysyp” warsztatów. Niektóre zapowiadane są bardzo
interesująco np: „tancerka, fotomodelka, uczestniczka YCD.
Warsztaty dla osób, które miały doświadczenie z tańcem. Temat:
szczególna uwaga skupiona będzie na ćwiczeniach badających
świadomość ciała, a także nieograniczonych możliwościach
interpretacji muzyki wyrażonej za pomocą ruchu.”1
Hmmm... Tancerka, fotomodelka i do tego... intelektualistka! Według
mnie właściwszym określeniem niż warsztaty byłoby...
pokazywactwo. O dziwo rzadko są to warsztaty dla zaawansowanych.
Bywa nawet, że choreograf lansowany jako światowa gwiazda prowadzi
wspólne warsztaty z finalistką YCD. Zastanawiam się, kto tu jest
przereklamowany. Bo ktoś na pewno! Tak zwani „pokazywacze” tak
są zajęci patrzeniem na siebie w lustro, że zdarza im się robiąc
tą samą choreografie w grupie początkującej, zajść dalej niż w
zaawansowanej. O ile oczywiście podział na grupy w ogóle nastąpi.
Myślę,
że większość z nas byłaby co najmniej zdziwiona gdyby usłyszała,
że licealista laureat olimpiady matematycznej uczy np. w liceum, a
nawet na wyższej uczelni. Mało tego. Ocenia pracę i wystawia oceny
swoim nauczycielom. A tancerz? Często nie zdaje sobie sprawy, że
działa przeciwko temu, dzięki czemu (choćby na chwilę) zaistniał.
Większość uprawia taniec od wielu lat w klubach czy zespołach.
Zdają sobie na pewno sprawę z tego, że warsztaty to tylko
uzupełniająca forma wykształcenia tancerza. Bazą jest codzienna
żmudna praca w klubie czy zespole pod okiem fachowca (przeważnie
kilku). Niektórzy niestety, a zwłaszcza ci młodsi, zaczynają
wierzyć, że są wyjątkowi. To już nie tylko wspaniali tancerze,
ale również choreografowie i nauczyciele, a praca w jury jest
naturalną konsekwencją ich „niekwestionowanego autorytetu”. Nic
więc dziwnego, że powrót do rzeczywistości jest dla wielu trudny.
Niestety jak widać i to nie tylko na polskich przykładach, show
biznes to nie najlepsze miejsce dla wrażliwych, młodych ludzi, tym
bardziej nastolatków. W telewizji króluje chłam i chamstwo.
Słucham jak w internecie tancerz udziela wywiadu, a pod nim ukazują
się opinie internautów w stylu: „fajny koleś”, „debil”,
„co on tu robi?”, „ale ona wstrętna”. Ludzie dorośli,
artyści mają problem z takimi „efektami” popularności, a jak
to może wpłynąć na nasze młode gwiazdy? Depresje, uzależnienia,
kłopoty z powrotem do grupy itp.
Część
tych „dzieci You Can Dancu” zrywa z dotychczasowym środowiskiem
(ukochane kluby przestają być takie ukochane, trener jest za
słaby). Bywa że rodzice stają się managerami swoich
„gwiazdeczek”. Negocjują kontrakty warsztatów, występów.
Oczywiście telewizja w swej „niewysłowionej dobroci”, wspiera
tych ludzi. Zaprasza do programów, namawia do zwierzeń, dba o ich
popularność do czasu... następnej edycji. A czas płynie szybko i
w pewnym momencie obecni finaliści stają się byłymi finalistami i
powoli odchodzą w niepamięć. Ich oszałamiająca kariera kończy
się równie szybko jak się zaczęła .Niektórym z nich udaje się
jednak przekuć popularność w sukces i sławę na innym polu i
zostają... celebrytami. Inni kończą swoją przygodę z tańcem,
choć to powinien być początek ich kariery. Poszukują swojego
miejsca w show biznesie. Są też tacy którzy potrafili to
wykorzystać. Zauważmy jednak, że są to osoby, które z tańcem i
to z sukcesami związane były od dawna. Pozycję na rynku na którym
działają zdobyli już wcześniej, a wygrana YCD tylko ją
ugruntowała. Myślę, że ten program może zadziałać korzystnie
tylko dla silnych psychicznie i świadomych swojej wartości tancerzy. Ktoś
jednak na tym zyskuje. Szkoły tańca (nie mylić z klubami) kwitną,
prowadzą kursy i różnego typu warsztaty z gwiazdami YCD
(oczywiście open). A kluby czy zespoły prowadzą dalej swoją
mrówczą pracę bo... po to są. Oczywiście kluby też na tym
korzystają prowadząc kursy. Jednak prowadzenie jednego i drugiego
jest bardzo trudne (trudno pogodzić komercję z wyczynem czy
sztuką). Najlepszym tego przykładem jest nabór do zespołów jaki
prowadzi największa szkoła tańca w Polsce. Zachęca ona do wzięcia
udziału w castingu wszystkich oprócz... własnych kursantów!
Czyżby ta niezliczona liczba warsztatów prowadzonych przez:
najlepszych tancerzy YCD i ”niesamowitych” nauczycieli z całego
świata nie przełożyła się na jakość tancerzy i poziom
zespołu?! Być może jest on bardzo wysoki (chociaż dawno ich nie
widziałam na światowych turniejach). Mam jednak co do tego
wątpliwości, gdy czytam, że jednym z największych ich osiągnięć
jest zdobycie Pucharu Kujaw i Pomorza, a to przecież... "słynna
impreza" w Białych Błotach. A tam też byłam. Niestety.
Zdaję
sobie sprawę, że dla większości zakręconych tańcem młodych
ludzi udział w tym programie jest marzeniem. Moje pisanie niczego
tutaj nie zmieni. Jeżeli zostanie ogłoszona następna edycja tłumy
będą szturmować castingi. Trzymam kciuki za to, żeby ci którzy
wejdą na wizję umieli to sensownie wykorzystać, nie dali się
manipulować mediom, zachowali dystans do siebie i realizowali swoje
taneczne marzenia. Sobie zaś i wszystkim pedagogom tańca
życzyłabym, aby nasi tancerze, którzy już zaczną uczyć, byli
uzbrojeni w
wiedzę, która umożliwi im przekazanie tej pięknej pasji
następnym „zakręconym”.
[#5] wysłano 21.04.2010 19:11 z 77.115.204.... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.1.9) Gecko/20100315 Firefox/3.5.9
Autor: ata
Zgadzam się!!! Młodzi ludzie oszaleli na punkcie YCD, mysla ze tańczyć można się nauczyć w tydzien (podobnie jak tworzenie choroegrafii w programie) stąd aż przykro jest patrzeć, na osoby które dopiero zaczynają swoją drogę, a już myślą że są w stanie wykonać najtrudniejsze elementy, no i oczywiście super się ubrać... to najważniejsze
[#7] wysłano 21.04.2010 22:37 z 83.27.152.2... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3
Autor: obserwator
Trafny artykuł nt show programów typu YCD - to typowa komercja , tylko naiwni albo " dziwni " się nabierają . Zastanawia mnie tylko sarkastyczny podtekst w kwestii wyższości tzw klubów nad szkołami tańca . Przecież to tylko nazewnictwo nie mające większego wpływu na rodzaj prowadzonej działalności.Czyżby ST JAST zyskała na renomie przemianowując się na klub ?
[#9] wysłano 22.04.2010 23:48 z 213.156.115.1... Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 6.0; Windows NT 5.1; SV1; GTB6.4)
Autor: instruktor i choreograf formacji ta
Wiele prawdy choc miejscami mam wrażenie, że przez autorkę przemawia pewnego rodzaju zazdrość... Program YCD jest z edycji na edycję coraz słabszy, wiele rzeczy sie powtarza, coraz mniej oryginalnych pomysłów, coraz więcej wywlekania prywatności i pokazywania zaaranżowanych scenek. Osobiście oglądam program dla Michała Piróga, którego wypowiedzi są bardzo trafne i konkretne; także oglądam by porównać to co widziałam w poprzednich edycjach do tego co proponowane jest teraz.
W artykule nie rozumiem krytyki pod adresem Turnieju w Białych Błotach i największej szkole tańca w Polsce. Co złego było na tym turnieju? A z propozycji w/w szkoły tanca ( jesli chodzi o warsztaty) korzystam kilka razy do roku z moim zespołem. Również osobiście nasze studio ma kontakt z tancerzami YCD ( poprzednich - pierwszych edycji) i szczerze mówiąc Ci, których znamy to bardzo sympatyczni i profesjonalni tancerze.Zauważyłam, że wiele klubów, szkół itp zazdrości tej największej szkole w Polsce. Nam z nimi współpraca układa sie bardzo pozytywnie i pewnie nie raz skorzystamy z oferty warsztatowej i nie tylko w/w szkoły.
[#12] wysłano 24.04.2010 21:00 z 83.27.193.2... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 6.0; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3 (.NET CLR 3.5.
Autor: Karolina
Z artykułem się zgodzę, poza tym w naszym You Can Dance wygrana nie daje prestiżu i nie mamy takiego poziomu jak w amerykańskiej wersji programu. Wielu tancerzy nie przychodzi na castingi, bo zostaną wyparci przez młodszych i chcących się uczyć oraz takich z ciekawszą osobowością.
[#13] wysłano 26.04.2010 08:17 z 83.238.67.... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3 (.NET CLR 3.5.
Autor: ktosik
Co do artykułu w temacie YCD zgadzam się w zupełności. Nie wiem tylko po co ta ktrytyka względem "sędziów", którzy dzięki programowi zdobyli jakąś pozycję w świecie tanecznym. Jeśli sędziują w imprezach cyklicznych, nikt nie ma zastrzeżeń co do ich oceniania tzn. ze chyba sa niezlymi sedziami (bynajmniej nie na tyle na ile przedstawiono ich w tym artykule. Co do turnieju w Białych Błotach - jestem na nim co roku. Impreza rozwija się w dynamicznym tempie. W przyszłym roku planowane jest rozszerzenie do 3 dni z uwagi na ilość tancerzy odwiedzających ten turniej (z roku na rok jest ich co raz więcej). Jeśli dobrze pamiętam to Pani wraz z zespołem była na tym turnieju ostatnim razem w 2007 roku (lub 2006 - nie pamietam dokladnie). Więc myślę że krytyka z Pani strony jest nie na miejscu. Pozdrawiam!
[#14] wysłano 26.04.2010 13:41 z 83.19.145.1... Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 8.0; Windows NT 5.1; Trident/4.0; GTB0.0; .NET CLR 1.1.4322; InfoPath.
Autor: zuza
Jeśli Pani ma takie zdanie nt tego programu to dlaczego Pani dzieci i tancerze również próbowali swoich sił w YCD? Myślę że owy temat jest poruszony ze względu na to że Pani nie dostała swoich 5 min.przy tym podniesienia rangi swojej osoby oraz klubu. Co do oceniania chyba Pani nie powinna się tu wypowiadać, bo to co Wy robicie na MP to przechodzi wszelkie pojęcie... przykład Karczew 2008 do finału wchodzi 6 dzieczyn z Jastu jedna z innego klubu po czym nagle finał zostaje poszerzony o 2 beznadziejnie tańczące dziewczyny z Reliese. I niech ktos tu powie że to jest sprawiedliwe ocenianie..? :D Faktem jest że YCD to wątpliwy pogram i bardziej eksponuje się jury niż uczestników..
[#15] wysłano 26.04.2010 13:57 z 83.19.145.1... Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 8.0; Windows NT 5.1; Trident/4.0; GTB0.0; .NET CLR 1.1.4322; InfoPath.
Autor: lp
czego się pani czepia tak tych Białych Błot????? chcą to niech robią sobnie festiwal chyba za pani kase tego nie robią to nie wiem w czym jest problem??? to chyba pani pragnie rozgłosu bawiąc się w pisanie artykułów, które świata nie zmienią a pani zmęczą i zdenerwują.
A ty się denerwujesz bo, co??
Jeśle tańczyłaś i nie przeszłaś, to szkoda, ale spróbuj za rok.
Jeśli tylko patrzyłaś to nie masz co się wypowiadać...
Zuzo, mamy u nas w klubie kilka super dziewczyn tańczących disco: Gosia, Gosia, Magda itd. Jeśli tańczysz tak super to spróbuj sił za rok, czy dwa...
[#17] wysłano 28.04.2010 00:09 z 95.40.216.1... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3 (.NET CLR 3.5.
Autor: Paulina Zasada w odpowiedzi na komentarz: #7
Autorka nie miała na myśli żadnego podtekstu.
W naszym rozumieniu tych pojęć Szkoła Tańca prowadzi zajęcia hobbystyczne, natomiast Klub Sportowy jest nastawiony na "wyczyn". Sami prowadzimy Szkołę Tańca i Klub Tańca Sportowego równolegle, ale osobno, ponieważ działają na zupełnie innych zasadach. Nie wyobrażam sobie, aby np. wszyscy, którzy chodzą "na tańce" raz w tygodniu musieli mieć specjalne badania u lekarza sportowego, co w przypadku sportu wyczynowego (w klubie sportowym) jest niezbędne. Takich przykładów można by mnożyć, dlatego my różnicujemy te pojęcia. Nie oznacza to oczywiście, że Szkoła i Klub nie współpracują ze sobą.
[#18] wysłano 03.05.2010 19:15 z 83.27.140.... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3
Autor: obserwator
Nie każdy jest w tak dobrej kondycji finansowej by rozdzielać szeroko prowadzoną działalność a mimo to godzi jedno z drugim . Proszę nie zapominać ,że z wielu szkół tańca w Polsce wywodzą się mistrzowie naszego kraju .W YCD JAsT nie zaistniał choć próbował ( być może autorka liczyła na nieujawnienie tego faktu ) bo K.Wojewódzki od razu przerwał występ słowami : " podobaliście się mi dopóki nie zaczęliście tańczyć " :))
[#19] wysłano 03.05.2010 22:21 z 83.27.140.... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3
Autor: obserwator
małe sprostowanie : wypowiedź K.Wojewódzkiego dotyczyła oczywiście występu Jast w " MAM TAlent " - kolejnym show programie , w którym tancerze tej Szkoły szukali uznania.
[#20] wysłano 03.05.2010 23:20 z 95.40.45.2... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3 (.NET CLR 3.5.
Autor: Paulina Zasada
Chyba się coś Pani pomyliło. Z tego co pamiętam ta wypowiedź p.Kuby Wojewódzkiego dotyczyła grupy "Maska" z Kątów Wrocławskich prowadzonej przez p. Wojciecha Koguciuka. Mogę się mylić, ale na 100% nie dotyczyła grupy ze ST JAST z Wrocławia, ponieważ takowa grupa nie występowała przed wspomnianym jurorem.
[#22] wysłano 17.05.2010 01:01 z 83.4.60.... Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.2.3) Gecko/20100401 Firefox/3.6.3
Autor: obserwator
w odpowiedzi na #20 :
" Mogę się mylić, ale na 100%..." = bezsens .
A jednak się Pani myli , tancerki reprezentowały JAST , tak się przedstawiały . K. Wojewódzki przerwał im występ dosłownie po paru sekundach .
PS : obserwator jest rodzaju męskiego . Kolejna kaczka dziennikarska ?